CZAS OSTATECZNY

Niebo

Czy można opisać coś, czego się nie widziało? Można by to porównać do próby przedstawienia człowiekowi ślepemu całej palety barw i kolorów. Zdaję sobie sprawę z tego, że przy moich najlepszych chęciach i przy równoczesnym, absolutnym skupieniu tego kogoś, jest to dla niego niemożliwe do pojęcia. Brakuje mu bowiem zmysłu, który pozwoliłby na zrozumienie tego zagadnienia. Gdyby posiadał wzrok, w jednej chwili zobaczyłby wszystko to, o czym rozmawialiśmy i całe moje tłumaczenie byłoby już zbędne.

Podobnie rzecz ma się z niebem. Na kartach Biblii znajdujemy pewne wskazówki i opisy, dotyczące tego miejsca, jednak posiadanymi przez nas zmysłami nie jesteśmy zdolni ogarnąć tego, czym ono naprawdę jest. Bożym celem było przedstawienie go jako miejsca wiecznej szczęśliwości, miejsca, do którego człowiek powinien tęsknić i do którego za wszelką cenę powinien próbować się dostać. Bóg pokazał także człowiekowi drogę do nieba, mając nadzieję, że obierze ją, jako jedyną i najwłaściwszą. Czy wszyscy ją odnajdują?

Kiedy rozmawiam z ludźmi zauważam, że każdy nieco inaczej wyobraża sobie to miejsce, obierając przy tym różne sposoby na to, by tam się znaleźć. Wyobrażenia te jednak nie zawsze pokrywają się z tym, co na ten temat mówi Słowo Boże. Okazuje się bowiem, że nie to jest ważne jaki masz kolor skóry, jakie piastujesz stanowisko, gdzie i jak często się udzielasz lub czy lubisz bardziej muzykę Mozarta, czy raczej jakiegoś współczesnego artysty. Niebo przygotowane jest dla wszystkich, lecz prowadzi do niego tylko jedna droga. Warunkiem jest to, czy twoje imię zostało zapisane w Księdze Żywota. A stać się to może tylko w jeden, jedyny sposób. Poprzez przyjęcie Jezusa Chrystusa jako osobistego Zbawiciela. On to właśnie stał się dla nas drogą, prawdą i życiem. Reszta, to nasze własne myśli, idee, których nieraz z uporem lubimy się trzymać, a czasem również narzucać je innym. Apostoł Jan, który jako jeden z nielicznych dostąpił zaszczytu objawienia rzeczy przyszłych, związanych między innymi z niebem, sam nierzadko miał problemy, by w zrozumiały dla nas ludzi sposób opisać to, co widział. Jedno wszakże jest pewne, jak mówi Obj. 21,27.: „... nie wejdzie do niego nic nieczystego ani nikt, kto czyni obrzydliwość i kłamie, tylko ci, którzy są zapisani w księdze żywota Baranka”.

Kiedy obserwuję chrześcijan często zadaję sobie pytanie: czy my wszyscy wybieramy się do tego samego nieba? Czy może liczymy na to, że jednego lub drugiego współwyznawcy raczej tam nie spotkamy, bo o czym mielibyśmy z nim całą wieczność rozmawiać i jak moglibyśmy wspólnie uwielbiać Boga, skoro tu na ziemi ledwo go tolerujemy? Tak. Niezbyt łatwo przychodzi mi pogodzić się z myślą, że niebo, miejsce wiecznej radości, ma mi się kojarzyć z tym bratem lub tamtą siostrą. A jednak. Wątpię bowiem, by Bóg tak to urządził, że będziemy tam mieli swoje separatki i będziemy się z nich wymykać na wcześniej zaplanowane spotkania tylko z tymi, których akceptujemy.

Na odzwierciedlenie stanu absolutnej błogości, ludzie często używają określenia: „jestem w siódmym niebie”. To tylko odniesienia, które wykorzystywane również chętnie przez speców od reklamy, mają budzić w nas pozytywne skojarzenia z danym produktem. Każdy rozsądny człowiek wie, że w dostaniu się do nieba nie pomoże mu ani napój pod nazwą Red Bull ani najdelikatniejsze nawet Ptasie mleczko. Nie wiemy dokładnie jak samo niebo jest skonstruowane. Niewykluczone, że posiada ono pewne poziomy. Przykładem tego może być wypowiedź apostoła Pawła, który z pewnością zobaczył jakiś fragment wspaniałości nieba. Przeżycia tego jednak ze względu na swoją skromność wyraźnie nie chciał przypisywać sobie. Wskazuje na to fragment z 2 Kor. 12,2-4 „Znałem człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty - czy to w ciele było, nie wiem, czy poza ciałem, nie wiem, Bóg wie - został uniesiony w zachwyceniu aż do trzeciego nieba. I wiem, że ten człowiek - czy to w ciele było, czy poza ciałem, nie wiem, Bóg wie - został uniesiony w zachwyceniu do raju i słyszał niewypowiedziane słowa, których człowiekowi nie godzi się powtarzać”.

Głębsza analiza tematyki nieba jest dla człowieka nie do pojęcia. Wiele kwestii, nawet z samego opisu jest dla nas nie do wyobrażenia. Ulice ze złota można sobie jakoś wyobrazić, natomiast to, że nie będzie tam słońca, mówiąc potocznie, nie mieści się zupełnie w naszym umyśle. A w Obj. 21,23 wyraźnie czytamy: „...miasto nie potrzebuje ani słońca ani księżyca, aby mu świeciły; oświetla je bowiem chwała Boża, a lampą jego jest Baranek”.

Widziałem kiedyś ciekawy szyld nad pewnym zakładem usługowym. Napis głosił: „Rzeczy niemożliwe załatwiamy od ręki, cuda zajmują nam trochę więcej czasu”. To znakomity chwyt reklamowy, mówiący o tym, że zakład nie boi się żadnego zlecenia, a przy tym pracuje rzetelnie i szybko. Nikt oczywiście nie będzie tego traktował dosłownie. Jednak w przypadku nieba mamy do czynienia z autentycznymi cudami, a żeby ich doświadczyć potrzeba wiary. Ktoś kiedyś powiedział: „Logika wspina się do nieba po drabinie. Wiara sprawia, że zaczynamy fruwać”. Czy muszę podstawiać drabinę pod drzewo, by ptak, który ma na nim swe gniazdo mógł się tam dostać? Nie! On ma skrzydła i wzleci bez mojej pomocy. Jakże trudno jest zrozumieć wiele kwestii związanych z Bogiem, przykładając do nich ciężką drabinę naszej logiki. Jeżeli będziemy próbować wspinać się po niej to stwierdzimy, że z każdym kolejnym szczeblem coraz bardziej się chwieje. Z żywą wiarą natomiast sytuacja jest zupełnie odwrotna. Im bardziej się nią posługujemy, tym większy pokój wypełnia nasze serce.

Na koniec muszę sobie zadać jeszcze jedno pytanie. Czy ja rzeczywiście tęsknię za niebem? Czy nie jest przypadkiem tak, że jest mi dobrze tu na ziemi? Mam wszystko czego potrzebuję, osiągnąłem pewien poziom stabilizacji, dlaczego miałbym to wszystko zostawić i pragnąć czegoś, co mogę zobaczyć tylko oczyma wiary? To tak naprawdę jest pytanie o sens i cel mojego życia i o to, czy mam świadomość tego kim jestem. Przytoczę tutaj werset z Listu do Filipian 1:21-24 „Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem, a jeśli życie w ciele umożliwi mi owocną pracę, to nie wiem, co wybrać. Albowiem jedno i drugie mnie pociąga: pragnę rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej; lecz z drugiej strony pozostać w ciele, to ze względu na was rzecz potrzebniejsza”. Apostoł Paweł miał niezwykły dylemat, ponieważ, jak się wyraził: i niebo i ziemia go pociągały. Niebo z powodu świadomości tego, że będzie przebywał w obecności Chrystusa, a ziemia z powodu ogromu pracy związanej z głoszeniem ewangelii. To wspaniały stan ducha. To postawa pozbawionej lęku otwartości na dobre i jeszcze lepsze. Błogosławione przeświadczenie o tym, że czy żyjemy, czy umieramy, należymy do Boga. Życzyłbym sobie i wszystkim nam, wierzącym takiego właśnie dylematu.
 
 
 
 
 
                                                                                                          Bogusław Haręża
 
 

Artykuł znajduje się na stronie Zboru Zielonoświątowego Filadelfia   http://kzbb.org/ind.php?kzbb=czytelnia&view=t&id=25