CZAS OSTATECZNY

Obwinianie Boga

Problem z Obwinianiem Boga

Drugi z zapowiadanych artykułów będący komentarzem do znakomitej książki Rabbiego Harolda Kushnera „Kiedy Złe Rzeczy Przydarzają Się Dobrym Ludziom”.

 

 

 

 

Problem With Blaming God

 

Jakże to smutne, że aż tak wielu Chrześcijan Bogu przypisuje tak wstrząsające zdarzenia i wypadki jak prześladowania, choroby i śmierć. Jedyną przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że inni szczerzy, lecz błędnie poinformowani chrześcijanie, uchybili w pojmowaniu cudownego przekazu Bożego Słowa, a ich zrozumienie jest poprzekręcane. Takie błędne nauczanie nie tylko rani ludzi emocjonalnie, ale także odciąga ich na manowce od jedynego źródła pocieszenia, nadnaturalnego uwolnienia, mocy i mądrości, jakim jest Bóg, poprzez Swego Syna Jezusa Chrystusa. Jest faktem, że dużo cierpień sprawia nauczanie, iż cierpienia sprawia Bóg.

 

Problem z Obwinianiem Boga

 

 

    Czy kiedykolwiek sam zapytywałeś o to, lub słyszałeś kogoś pytającego, „Dlaczego na świecie panuje aż tak wiele cierpień, jeśli Bóg jest tak miłujący”? Albo, „Dlaczego życie jest aż tak ponure”? Lub, „Jak Bóg mógł dopuścić do urodzenia tak zdeformowanego dziecka”? Albo, „Dlaczego Bóg, widząc niedolę ludzką, czegoś nie uczyni”? (Oczywiście, niektórzy ludzie nawet mówią, iż to wszystko sprawia Bóg, – czyli przysparza ludziom tej niedoli!).

 

Tradycyjne Chrześcijaństwo uchybiło w dostarczaniu satysfakcjonujących odpowiedzi na powyższe pytania [1]. Dziś, wielkie dzieło, jakie kryje się pod nazwą ‘Chrześcijaństwo’, jest w rzeczywistości jedynie „religią” to znaczy, zbiorem doktryn i przykazań pochodzących od ludzi.

 

      „Religia” nie spełnia doniosłej roli przynoszenia odpowiedzi na powyższe pytania. Na przykład przynosi ona takie odpowiedzi: „Słusznie przydarzają się tobie złe rzeczy, ponieważ jesteś złym człowiekiem”; albo, „Ponieważ zgrzeszyłeś, więc Bóg cię karze”. Albo też, „Ta choroba została na ciebie zesłana jako próba wiary”. Lub, „Ta straszliwa sytuacja oznacza, że Bóg kruszy twoją pychę”. W rzeczywistości takie odpowiedzi stanowią dla człowieka jedynie bolesny dodatek do brzemienia i tak już nieznośnego.

 

       Miliony ludzi akceptują takie błędne idee, – a dzieje się tak nie dla tego, że im to wmówili ateiści – chyba, że są oni ateistycznymi prawnikami lub agentami ubezpieczeniowymi, którzy stosując żargon swej akwizycji często opisują wiele naturalnych katastrof jako „działanie Boga”. Czasami wygląda to tak, że jedynie ateiści nie zrzucają na Boga odpowiedzialności za ludzkie cierpienia. Dobrze, że oni przynajmniej tę jedną rzecz zachowują jako zgodną z prawdą.

 

       Jakże to smutne, że aż tak wielu Chrześcijan Bogu przypisuje tak wstrząsające zdarzenia i wypadki jak prześladowania, choroby i śmierć. Jedyną przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że inni szczerzy, lecz błędnie poinformowani chrześcijanie, uchybili w pojmowaniu cudownego przekazu Bożego Słowa, a ich zrozumienie jest poprzekręcane. Takie błędne nauczanie nie tylko rani ludzi emocjonalnie, ale także odciąga ich na manowce od jedynego źródła pocieszenia, nadnaturalnego uwolnienia, mocy i mądrości, jakim jest Bóg, poprzez Swego Syna Jezusa Chrystusa. Jest faktem, że dużo cierpień sprawia nauczanie, iż cierpienia sprawia Bóg. Jak zobaczymy, poprawne biblijne zrozumienie pochodzenia zła i cierpienia uwalnia Boga od całkowitej odpowiedzialności za ten stan rzeczy.

 

       Czujemy, że w tym miejscu byłoby stosowne przytoczenie w pełnym brzmieniu cytatu z książki Rabbiego Harolda Kushnera „Kiedy Złe Rzeczy Przydarzają Się Dobrym Ludziom”. Jest to książka warta przeczytania. W pierwszym rozdziale, „Dlaczego cierpią sprawiedliwi”? Autor przytacza wiele odpowiedzi na podobne pytania i zarazem wyjaśnia, dlaczego nie odpowiada na wiele innych pytań, tak bardzo istotnych. Chociaż czujemy, że książka Kushnera nie odpowiada w sposób wyczerpujący na postawione w tytule pytanie, to jego wnikliwość, szczególnie w pierwszym rozdziale, jest najbardziej pomocna w naszej sprawie.

 

Wobec pytania, dlaczego ludzie cierpią, Kushner podaje siedem powszechnie udzielanych „wyjaśnień”. A oto one:           

           

·          Otrzymujemy to, na co zasłużyliśmy;

·          Ludzie otrzymują rzeczywiście to, na co zasłużyli, ale tylko po upływie pewnego czasu;

·          Ludzie nie mają prawa dociekać przyczyn, dla których Bóg sprawia im cierpienia według Swego uznania;

·          Cierpienie jest wychowawcze;

·          Cierpienie jest najzwyklejszą próbą;

·          Cierpienie przychodzi, aby uwolnić nas od bólu i prowadzi nas na lepsze miejsce [po śmierci];

·          Widziany z naszej ludzkiej perspektywy wszechpotężny Bóg nie koniecznie musi wydawać się przejrzysty i sprawiedliwy [2].

 

 

Kushner [w swej książce] koncentruje się na tych wyjaśnieniach:

           

Jednym z wyjaśnień, na którym w każdym pokoleniu ludzie próbują osadzić sens cierpienia świata jest przypuszczenie, że my otrzymujemy to, na co zasługujemy i że nasze niepowodzenia stanowią karę za nasze grzechy...

 

Jest do pewnego stopnia rzeczą wielce kuszącą wierzyć w to, że złe rzeczy przydarzają się ludziom (szczególnie innym ludziom), ponieważ Bóg jest sprawiedliwym sędzią, który daje im dokładnie to, na co zasłużyli. Dzięki takiej wierze obraz świata staje się uporządkowany i zrozumiały. Przez takie wyjaśnienia dostarczamy ludziom najlepszych możliwych bodźców, aby byli dobrzy i unikali grzechu. Dzięki takiej wierze możemy zachowywać obraz Boga jako wszech-potężnego, wszech-miłującego i wszech-sterującego...

 

Idea, że Bóg daje ludziom to, na co zasłużyli, oraz że przyczynę naszych kłopotów stanowią jedynie nasze uchybienia, jest starannym i atrakcyjnym rozwiązaniem problemu zła na kilku poziomach. Jednak idea ta ma pewną liczbę ograniczeń. Jak dostrzegamy, taka idea uczy ludzi obwiniać samych siebie. To wzbudza poczucie winy nawet tam, gdzie nie ma podstaw do poczucia winy. To uczy ludzi nienawiści do Boga, chociażby poprzez nienawiść do swej własnej grzesznej natury. Najbardziej ze wszystkiego niepokojące jest to, że taka idea nie jest w pełni zgodna z faktami...

 

Czasami próbujemy odnaleźć głębszy sens doświadczeń życia mówiąc, że ludzie otrzymują rzeczywiście to, na co zasługują, ale jedynie po upływie pewnego czasu. Życie w danym momencie może wyglądać niejasno i ludzie mogą wyglądać jako cierpiący niewinnie. Ale wierzymy, że jeśli poczekamy dostatecznie długo, nagle wyłoni się przed nami uzasadnienie Bożego planu [3].

 

Ofiary niepowodzeń często próbują pocieszyć się ideą, że Bóg ma swoje przyczyny dla sprawiania im dokuczliwości; przyczyny, których oni nie mają prawa dociekać [4].

           

Według takiej sugestii postępuje wielu, a ja mam podstawę przypuszczać, że wielu ludzi może czerpać z niej pocieszenie. Ciężkie do zniesienia jest każde cierpienie bezpodstawne; cierpienie rozumiane jako kara za jakieś bliżej nieokreślone grzechy. Jednakże cierpienie traktowane jako uczestnictwo w wielkim dziele dramatu, którego scenariusz stworzył sam Bóg, może być już traktowane nie tylko jako brzemię znośne, ale nawet jako przywilej [5].

 

Jednak przy głębszym wejrzeniu takiemu podejściu czegoś brakuje. Przy całym uznaniu dla jego wzniosłości jest ono w zbyt dużej mierze osadzone na naszym myśleniu tendencyjnym. Albowiem w rzeczywistości kalectwo dziecka, śmierć młodego małżonka i ojca, ruina niewinnej osoby przez szkalującą plotkę – one są tak wokół nas tak rzeczywiste! Po prostu widzimy je [6].

 

Jak poważnie moglibyśmy potraktować osobę, która by powiedziała: „Wierzę w Adolfa Hitlera lub w Johna Dlillingera. Nie mogę wyjaśnić dlaczego oni uczynili rzeczy, których się dopuścili, ale nie mogę też uwierzyć, że oni mogliby się tych zbrodni dopuścić bez oczywistej przyczyny”. Jednak ludzie niemal takimi samymi słowami próbują usprawiedliwiać śmierć i tragedie, jakie [rzekomo] Bóg narzuca na niewinne ofiary.

 

Co więcej; moje religijne zobowiązanie wobec najwyższych wartości życia jednostki uniemożliwia mi zaakceptowanie wyjaśnienia, że nie jest skandalem zadawanie bólu niewinnej osobie, ponieważ ludzki ból przypuszczalnie jest odkupieńczym wkładem do ogólnego dzieła o wartościach estetycznych. Jeśli ludzki artysta lub pracodawca sprawiałby dziecku cierpienie, aby u obserwatorów wywołać potężne wrażenie, lub w tym celu, aby to mogło kiedyś przynieść cokolwiek wartościowego, to powinniśmy osadzić go w więzieniu. Dlaczego zatem my mielibyśmy usprawiedliwiać postępowanie Boga w postaci powodowania niezasłużonego bólu bez względu na to jakie rezultaty ten ból mógłby przynieść i bez względu na doniosłość jego znaczenia? [7]. To jest bardzo wartościowy argument, jaki powinien być wzięty do serca.

 

Wygląda na to, jednym z bardziej powszechnych wyjaśnień, jakich ludzie nam udzielają na pytanie, dlaczego Bóg sprawia cierpienia, jest taka idea, iż „Bóg już ma swoje powody”, nawet w przypadku gdy my ich nie pojmujemy. Na przykład Philip Yancey, pisząc na temat biblijnego charakteru Joba, stwierdził: „W pewien tajemniczy sposób, straszliwe doświadczenia Joba były ‘warte’ Boga [8]. „Tajemnicze” w rzeczy samej; tak tajemnicze, że nawet sam Bóg wyraźnie nie rozumiał tego konceptu dostatecznie dobrze, aby go nam w Piśmie wyjaśnić.

 

W naszym społeczeństwie powszechnie panuje taki moralny aksjomat, że „cel nie uświęca środków”. Otrzymanie podczas testu oceny „A” nie usprawiedliwia oszustw. Zwycięstwo w biegu nie usprawiedliwia używania steroidów. Otrzymanie pracy nie usprawiedliwia zabijania innych uczestników konkursu. W Biblii Bóg spędza dużo czasu definiując to, co jest zachowaniem moralnym i świętym. On jasno nam uświadamia, że dobry koniec dzieła nie usprawiedliwia złych środków (Rzymian 3:8). Jedynym miejscem, gdzie Bóg wyjaśnia to posługując się podobieństwem, jest 2 Tymoteusza: „...Bo nawet jeśli ktoś staje do zapasów, nie otrzymuje wieńca, jeżeli nie walczy prawidłowo” (2 Tym. 2:5).

 

Czy Bóg, który naucza nas, że osiągnięcie celu nie usprawiedliwia niegodnych środków, postępuje z nami tak, jak gdyby sam takich środków używał? Sądzimy, że nie. Jeśli Bóg jest w jakimś stopniu odpowiedzialny za ludzką nędzę, jeśli On mógłby ją powstrzymać, ale tego nie czyni, jeśli On ma swoje ‘przyczyny’, ponieważ to wszystko jest częścią jakiegoś niewidzialnego „planu”, który pracuje na Jego chwałę, to znaczyłoby, że On w praktyce czyni co innego, niż głosi.

 

Wobec takiego uwikłania, Rabbi Kushner tak komentuje temat „edukacyjnej” wartości cierpienia:

 

Rozważmy następujące zagadnienie: Czy cierpienie jest czynnikiem edukacyjnym? Czy ono może uleczyć nas od naszych błędów i uczynić nas lepszymi ludźmi? Ludzie religijni z jakichś powodów... chcieliby zaakceptować wiarę, że Bóg ma uzasadnione powody aby czynić nas cierpiącymi...[9].

 

Problem z linią rozumowania takiego jak to powyższe leży w tym, że ono rzeczywiście nie może cierpiącemu pomóc w wyjaśnieniu przyczyny jego cierpień. Takie rozumowanie, przez używanie słów i idei dostosowanych do przekształcania pojęć złego w dobre a bólu w przywilej, ma przede wszystkim na celu obronę postępowania Boga. Takie odpowiedzi są wymyślone przez ludzi, którzy bardzo mocno wierzą, że Bóg jest miłującym Ojcem, który steruje wszystkim, co tylko nam się przydarza, a na podstawie takiej wiary dostosowują interpretacje faktów dla utwierdzenia swych przypuszczeń. To może być prawdą, że chirurdzy wobec ludzi używają noży, aby im pomagać, ale nie każdy, kto kieruje nóż ku człowiekowi, jest chirurgiem. To może być prawdą, że ludziom, których kochamy, możemy niekiedy wyrządzać bolesne rzeczy dla ich dobra, ale nie każda bolesna rzecz, jaką wyrządzamy, służy dobru.

 

Chciałbym to umieć wyrazić w sposób wiarygodny, że osobiście doświadczam tragedii i cierpień w celu „naprawienia” tego, co jest błędne w mojej osobowości, o ile tylko w tych doświadczeniach są jakieś czytelne skojarzenia pomiędzy błędem i karą. Rodzic, który dyscyplinuje dziecko za uczynienie czegoś złego, ale nigdy nie wyjaśnia mu przyczyny dla której zostało ukarane, praktykuje zaledwie zarys odpowiedzialnego rodzicielstwa. Jednak ci, którzy objaśniają cierpienia rozumiane jako Boży środek wychowawczy, nie wyszczególniają tego, co jest złego w nas w tej określonej sprawie, w której przypuszczalnie mamy się zmienić [10].

 

Wszyscy czytaliśmy historyjki o małych dzieciach, które na chwilę były pozostawione bez opieki i wypadły z okna lub utopiły się w basenie. Dlaczego Bóg dozwala, aby takie rzeczy się wydarzały niewinnym dzieciom? To nie może być traktowane jako dawanie dzieciom nauczki odnośnie poznawania nowych dziedzin. Kiedy taka lekcja się kończy, dziecko już nie żyje. Czy to ma być nauczką dla rodziców i nianiek, aby zwiększyć ich czujność? To byłaby zbyt trywialna lekcja, aby została opłacona ceną życia dziecka. Czy śmierć dziecka ma uczynić rodziców ludźmi bardziej czułymi, bardziej współczującymi, bardziej ceniącymi życie i zdrowie ze względu na bolesne doświadczenia? Czy to ma pchnąć ich do pracy ku lepszym standardom bezpieczeństwa i w ten sposób zbawić przyszłe życia? Cena jest stale zbyt wysoka a domniemane przyczyny tragedii zbyt słabo uwzględniają wartość indywidualnego życia. Jestem oburzony na tych, którzy sugerują, że Bóg stwarza niedorozwinięte dzieci, aby wokół nich inni mogli się uczyć współczucia i wdzięczności. Dlaczego Bóg miałby niszczyć czyjeś życie w takim stopniu, aby podnieść moją czułość duchową? [11].

 

Przez takie niedorzeczne wyjaśnienia jesteśmy także obrażani. Wartość życia ludzkiego stanowi lekcję dobrze wyłożoną w Piśmie, szczególnie czytelnie w wielu podobieństwach wypowiedzianych przez Jezusa. Czymże była lekcja o zagubionej owcy? Jaka była wartość utraconego grosza? Czy nie był to wyraz ważności ludzkiej osoby przed Bogiem? Następujące wersety podtrzymują tę prawdę:

 

Powtórzonego Prawa 32:9-11

(9)    Gdyż dziełem Pana jest lud Jego, Jakub wyznaczonym mu dziedzictwem. (10)  Znalazł go w ziemi pustynnej i w bezludnym zawodzeniu pustyni. Otoczył go, doglądał go, strzegł go jak źrenicy oka. (11)  Jak orzeł pobudza do lotu swoje młode, unosi się nad swymi pisklętami, rozpościera swoje skrzydła, bierze na nie młode i niesie je na lotkach swoich...

 

W odniesieniu do powszechnie panującego poglądu, że przez cierpienia Bóg nas doświadcza, Kushner pisze:

 

Jeśli nawet nie potrafimy satysfakcjonująco wyjaśnić cierpienia przez stwierdzenie, że otrzymujemy to, na co zasłużyliśmy, lub przez pogląd, że to jest „kuracja” wobec naszych braków, to czy możemy akceptować interpretację tragedii jako próbę?... [Wielu wierzy, że] Bóg zsyła takie próby i dotkliwości jedynie na ludzi, o których wie, że są zdolni w nich wytrwać tak, że też oni mogą i innych nauczyć rozległości swojej duchowej mocy.

 

Czy Bóg „łagodzi wiatr wobec strzyżonego baranka”? Czy On nigdy nie oczekuje od nas więcej aniżeli możemy znieść? Jednakże moje doświadczenie jest odmienne. Widziałem ludzi złamanych pod ciężarem tragedii nie do zniesienia. Widziałem małżeństwa rozerwane po śmierci dziecka, ponieważ małżonkowie wzajemnie się oskarżali o nie sprawowanie należytej opieki lub dostarczenie uszkodzonych genów, albo też po prostu zbyt bolesna i nie do wytrzymania była pamięć zdarzenia, jakie przeżyli. Widziałem niektórych ludzi, którzy po doznanych cierpieniach stali się szlachetni i pełni czułości, ale widziałem o wiele więcej takich, którzy stali się cyniczni i rozgoryczeni. Widziałem ludzi zazdrosnych wobec otoczenia, nie zdolnych do prowadzenia zwykłego normalnego życia. Widziałem skutki raka i wypadki samochodowe zabierające życie jednego z członków rodziny i funkcjonalnie kończące życie innych, którzy nie mogli już nigdy być normalnymi, radosnymi ludźmi, jakimi byli przed uderzeniem klęski. Jeśli Bóg nas bada, to On powinien też wiedzieć, jak wielu nie wytrwało w próbie. Jeśli On daje nam tylko takie cierpienia, jakie moglibyśmy znieść, to zbyt często widziałem jak On się przeliczył [12].

 

Kushner wyraża krytyczne wejrzenie odnośnie racjonalności takich fałszywych przesłanek:

W naszym sprzeciwie wobec faktu, że na świecie panuje niesprawiedliwość, czasami próbujemy perswadować sobie, że to, co się wydarzyło, nie jest w rzeczywistości aż takie złe. My tylko myślimy, że jest złe. To tylko nasz egoizm sprawia, iż płaczemy, ponieważ pięcioletni Michael jest [przypuszczalnie] z Bogiem zamiast żyć pośród nas. Czasami próbujemy sobie sprytnie wyperswadować, że to, co nazywamy złem, w ogóle nie jest rzeczywistością, że w rzeczywistości zło nie istnieje, ale jest jedynie stanem braku dostatecznie dużego dobra. Że „zimny” znaczy „nie dość ciepły” lub ciemność jest tylko nazwą, jaką stosujemy wobec braku światła. Możemy tak „dowieść”, że ‘rzeczywiście’ nie istnieje coś takiego jak ciemność i zimno, a jednak ludzie w ciemności potykają się i ranią, a także ludzie wystawieni na zimno marzną i umierają. Bez względu na nasze przebiegłe perswazje ich śmierci i zranienia nie stają się niczym mniej realnym [13].

W podsumowaniu Kushner stwierdza:

Wszystkie wyjaśnienia tragedii, które rozważamy, mają przynajmniej jedną rzecz wspólną. One wszystkie prowadzą do wniosku, że Bóg jest przyczyną naszych cierpień. Takie wyjaśnienia próbują dać nam zrozumienie, dlaczego Bóg chce, abyśmy cierpieli. Może to jest dla naszego własnego dobra, lub może to jest kara, na jaką zasłużyliśmy, lub może to znaczy, że Bóg w ogóle nie troszczy się o to, co nas spotyka? Wiele już padło odpowiedzi wnikliwych i wyszukanych, ale żadna nie była dość satysfakcjonująca. Niektórzy próbują nas skłonić do obwinienia siebie, aby chronić Bożą reputację. Inni proponują nam zaniedbanie rzeczywistości lub odrzucenie naszych odczuć. Byliśmy nawet postawieni w pozycji nienawidzących samych siebie za to, co doprowadziło nas do takiego losu, lub nienawidzących Boga za zesłanie takiego losu na nas w okolicznościach, gdy na to nie zasłużyliśmy [14].

Kushner jest bardzo kategoryczny w twierdzeniu, że żadne znaczeniowe błazenady nie dają satysfakcjonujących odpowiedzi na problemy ludzkich cierpień. Źle się dzieje, że większość z tych pokrętnych wyjaśnień jest prezentowana jako prawdy Sowa Bożego. Jak E. G. White trafnie zauważyła, teorie wymyślone przez ludzi, które są prezentowane jako doktryny biblijne, jedynie odwodzą ludzi od Boga.

Błędy powszechnej teologii prowadzą do sceptycyzmu wiele dusz tych ludzi, którzy w przeciwnym przypadku może wierzyliby Pismu. Jest dla niego rzeczą niemożliwą zaakceptowanie tych doktryn, które wzburzają jego poczucie sprawiedliwości, miłosierdzia, i życzliwości; a kiedy one są prezentowane jako nauczanie Biblijne, on odrzuca próby traktowania ich jako Słowo Boga [15].

 

Artykuł zaczerpnięty z działu polskiego www.truthortradition.com

 

 

Przypisy:

     1. Chcielibyśmy skierować kilka słów do tych Chrystian, naszych braci i Sióstr, przygnębionych w trudnych czasach, którzy zetknęli się z przypadkami udzielania im pocieszeń przez pogląd, że wszystko, co się nam przydarza, jest w jakiejś mierze wolą Boga. Jeśli do nich należysz, nasza książka na początek może poprowadzić cię, abyś poczuł się wolny i wystawiony na otwartą przestrzeń. Jeśli tak, proszę zachowaj i powstrzymaj swój osąd, aż przeczytasz całą książkę. Zobaczysz, że nie wszystko, co się wydarza nam jest wolą Boga, ale ci Chrystianie, którzy stoją mocno w wierze, ewentualnie dostrzegą, że mamy Boga, który przetwarza „cytryny w lemoniadę”.


2. Rabbi Harold Kushner: „When Bad Things Happen To Good People” („Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom”) – (Avon Books, New York NY, 1981) strony 9, 12, 14, 19, 24, 26, 27, 40. [Istnieje tłumaczenie polskie VERBINUM 1994, Warszawa].


3. Tamże, strony 9-12. Kushner wprost podkreśla, że argument, iż „mamy w tym życiu to, na co zasłużyliśmy, jeśli tylko czekamy dostatecznie długo” jest publicznie fałszywy, ponieważ niezliczeni ludzie schodzą do grobów bez doznania ulgi wyjaśnienia ich niewysłowionych cierpień. To, czego on nie podkreślił dotyczy pojęcia „dostatecznie długo”, które to pojęcie ma na względzie życie, które dopiero ma nadejść, kiedy sprawiedliwość Boga będzie przeważać i - na szczęście - cierpienie Bożego ludu skończy się. W owym czasie zbawieni będą oglądać Bożą sprawiedliwość wymierzoną nikczemnikom (Mat. 5:11-12; Rzym. 2:5-11; 2 Tes. 1:6-7; 2 Piotra 2:1-10).

 

      4. Tamże, strona 14;

 

      5. Tamże, str. 18;

 

      6. Tamże, str. 18;

      7. Tamże, str. 19. Faktem jest, że w rzeczywistości mało ludzi stara się usprawiedliwić postępowanie Boga. Większość czuje gniew, urazę lub zdradę. Zatem ich tragedia (zła sama przez się) oraz ich gniew przeciwko Bogu są wzmocnione przez winę, jaką odczuwają z powodu swego gniewu na Boga. Co więcej; oni nie mają podstawy prosić Boga o ulgę w ich cierpieniach. To jest obrazem tego, jak straszne frustracje mogą wtargnąć w nasze życie przez błąd w interpretacji słowa Bożego odnośnie zła, grzechu i cierpienia.

      8. Philip Yancey: „Disappointment With God” (Rozczarowanie Bogiem) (Harper Paperbacks, New York NY, 1991), page 249.

      9. Kushner: „When Bad Things Happen To Good People” („Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom”) – strona 19.

10. Tamże, str. 23;

11. Tamże, str. 24;;

12. Tamże, str. 24-26;

13. Tamże, str. 27-28;

14. Tamże, str. 29

15. E. G. White: “Final War” („Ostatni Bój”) (Inspiration Books, Phoenix AZ, Reprinted 1979), strona 70.

źródło F:ChrześcijańskieBIBLIAObwinianie BogaProblem obwiniania.mht