CZAS OSTATECZNY

Opowiadanie dla dzieci

Przypowieść dla dzieci

Jezus mówił przypowieści, aby lepiej można było zrozumieć zasady Jego
królestwa. Do apostołów powiedział: “Wam dano poznać tajemnicę królestwa, ale innym nie jest dane.” Mat.13/11. A trochę dalej mówi: “dlatego w podobieństwach do nich mówię, bo patrząc nie widzą, i słuchając nie słyszą ani nie rozumieją. Mat.13/13. Ta przypowieść służy lepszemu zrozumieniu “tajemnicy” zbawienia w Jezusie Chrystusie.
W wielkiej dżungli było bardzo dużo myszy. Wrogami tych małych myszek były węże, które chciały je zjeść. Był też Wielki Złoty słoń. Wszyscy ci, którzy słonia znali, wiedzieli że jest on bardzo dobry i bardzo mądry. Wielki Złoty słoń zawsze kochał małe myszki i chciał je wyprowadzić z ogromnej strasznej dżungli do ziemi, o której mówił, że jest piękna i wspaniała. Całe zbawienie myszek zależało od uchwycenia się słonia i całkowitemu poleganiu na nim. Jedna z myszek postanowiła zaufać słoniowi. Wielki Złoty słoń z radością przygarnął wystraszoną myszkę. Zaczął się nią opiekować, ochraniał ją i bronił, deptał węże, które
chciały pożreć myszkę, torował jej drogę i wiódł do upragnionej ziemi, gdzie nie było wrogów.
Myszka tak bardzo zżyła się ze słoniem, że z biegiem czasu upodobniła się do niego. Tak jak dzieci podobne są do swoich rodziców. Nie była już przerażoną bezbronną myszką. Zauważyła, że nawet jej futerko nie było już takie szare i pokryte kurzem jak dawniej. Teraz stało się czyste i lśniące, a nawet ze zdziwieniem stwierdziła, że w szarości futerka pojawił się złoty odcień. Myszka pokochała słonia jak własnego ojca i coraz częściej gdy byli ze sobą razem zwracała się do słonia “Mój Tato” , co sam słoń przyjmował z wielką radością.
Wszyscy znajomi myszki także zauważyli pewne zmiany jakie zaszły w myszce. Pamiętali ją jako głupiutką i bojącą się wszystkiego. Pamiętali jak z innymi myszkami robiła innym mieszkańcom dżungli różne psoty. Teraz jednak w ogóle jej to nie interesowało. Nie wyczyniała już dzikich harców a jednak w jej oczkach widać było jakąś nową radość. Wszyscy widzieli, że myszka była bardzo szczęśliwa.
Nawet wrogowie myszki zauważyli owe zmiany. Czuli, że nie jest ona już łatwym kąskiem. Bo gdy któryś z nich zbliżał się zanadto do myszki od razu pojawiał się ten olbrzymi Słoń. I chociaż próbowali na różne cwane sposoby pojmać myszkę, to okazywało się, że Słoń był zawsze gdzieś w pobliżu i nie można było oddzielić tych dwoje. Nic więc dziwnego, że myszka czuła się całkowicie wolna, kiedy była ze Słoniem. Chodziła więc myszka po całej okolicy i wręcz pyszczek jej się nie zamykał, bo ciągle mówiła o Słoniu. Stara papuga nie mogła już tego słuchać.
• słoń to, słoń tamto, słoń siamto. – przedrzeźniała myszkę, ale myszka tak bardzo nauczyła się od Słonia kochać, że wcale nie czuła nienawiści do papugi. Było jej tylko bardzo przykro, że ktoś naśmiewa się z jej nowego tatusia.
Najbardziej jednak nienawidził tego całego gadania o słoniu stary czarny wąż. Ten stary wróg słonia słynął w całej dżungli z okrucieństwa i różnych złych knowań. Pewnego dnia lew za namową tego starego okrutnika pożarł papugę, gdyż wąż bardzo chciał by ta wieść dotarła do myszki. Miał bowiem nadzieję, że myszką zawładnie uczucie złego zadowolenia. No bo przecież, jak tłumaczył to sobie wąż, papuga była bardzo niemiła dla myszki.
Myszka jednak nie miała w sobie tak złych cech by śmiać się z nieszczęścia papugi. Było jej jednak żal, że nie zdążyła powiedzieć papudze tylu jeszcze rzeczy o dobrym Złotym Słoniu.
Wszystkie zwierzęta usłyszawszy tę historię były jeszcze bardziej zadziwione tym jak bardzo Słoń odmienił myszkę. Najprędzej zainteresował się tą wieścią bojaźliwy króliczek i zaraz postanowił, że zapyta słonia czy oprócz myszek nie pokochałby i innych mieszkańców dżungli. Na przykład króliczka. Wyobraźcie sobie jak wielka była jego radość, gdy słoń przytulił go do siebie. Zupełnie jakby znał go od dziecka.
Także i on będąc blisko Słonia bardzo się zmienił. Stał się uczynnym i miłym przyjacielem. Przestał się też bać, gdyż złoty blask na jego futerku informował wszystkich, że jest on przyjacielem Słonia. Minęło trochę czasu i ku zdziwieniu wszystkich pojawił się przed Słoniem lew. Ten sam lew, który za namową węża pożarł papugę. Wszyscy znali go jako jednego z najbardziej niebezpiecznych mieszkańców dżungli i każdy słyszał o jego wyjątkowej sile i odwadze. Dlatego wielu dziwiło się czemu ktoś taki jak lew, który chodził jak król i niczego się nie bał, przyszedł do Słonia? Może będzie chciał z nim walczyć by udowodnić, że to on jest najsilniejszy. A może przyszedł pożreć myszkę i królika, by upokorzyć Słonia?
Stała się jednak rzecz jeszcze dziwniejsza. Lew stanął przed Słoniem i nic nie mówiąc przyglądał mu się długo. Przekrzywiał swój wielki łeb i ze skupieniem patrzył jak Słoń z miłością zrywał dla swoich nowych przyjaciół, owoce z niedostępnych wysokich gałęzi. Zerwał też owoc z wielkiego chlebowca i delikatnie położył go przed lwem.
• My wielkie drapieżne koty nie jadamy owoców.- powiedział lew spoglądając pogardliwie na podarunek.
• Zaufaj mi- odrzekł Słoń po czym nadal zaczął zrywać owoce dla tych, którzy już wcześniej mu zaufali, czyli myszce i króliczkowi. Lew nie mógł zrozumieć dlaczego Słoń chce mu podarować jedzenie? Dlaczego prosi go o zaufanie. Długo kręcił się lew i bił z myślami. Był przecież lwem i nikogo i niczego nie potrzebował. Ale też nie miał tego co miał Słoń. Tego czegoś. Nie wiedział jak to nazwać, ale coraz bardziej wydawało mu się, że to ma coś wspólnego z dobrocią Słonia o której tyle się teraz mówiło w całej dżungli. Trochę się bał, że Słoń może użył jakiegoś podstępu, ale i to nie za bardzo mu pasowało. Już prędzej czarny wąż użyłby podstępu. Podstępy? Nie! Podstępy nie pasują do tego Słonia. Lew zdecydował się z lwią odwagą spróbować owocu.
Już po pierwszym kęsie lew zauważył z ogromnym zdziwieniem jak dobre było jedzenie od Słonia i jakie było syte. Nigdy w całym swoim lwim życiu nie poczuł się tak wspaniale. “Jak to możliwe? ” zastanawiał się.
• To, to zadziwiające! – ze zdumieniem odezwał się lew – czy z tobą wszystko jest możliwe?
• Zawsze lwie – odpowiedział Słoń – czy chcesz być moim przyjacielem?
• Tak oczywiście! – wykrzyknął z radością lew – jesteś niesamowity, niesamowity! – lew niemal oszalał z radości. Zaczął skakać i śmiać się zupełnie jakby znów stał się małym kociakiem.
• Lwie – odezwał się Słoń – czy chciałbyś zapolować teraz na kogoś? Niedługo pora obiadu?
Lew zastanowił się. Usiadł teraz spokojnie i w zadumie przekrzywił łeb. Zdał sobie sprawę jak ważne usłyszał pytanie i szczerze powiedział.
• Z wielkim zdziwieniem muszę przyznać, że nie mam na to najmniejsze ochoty. Powiem, że nawet czuję pewne obrzydzenie do tego by zabijać. Słoniu co się ze mną stało? – w zdziwionych oczach lwa przemknął złoty odblask.
W taki właśnie sposób Słoń zmienił lwa. Czas mijał a wokół Słonia przybywało nowych przyjaciół. Kolorowodzioby tukan, rodzina wiewiórek czy dwie papużki nierozłączki byli pierwszymi z wielu, którzy przyłączyli się do słonia. Przyłączali się pojedynczo, rodzinami a czasami całymi plemionami, jak na przykład plemię myszek. Mijały lata a Słoń niestrudzenie prowadził swoich ukochanych do cudownej krainy. Szli przez miejsca, gdzie byli serdecznie witani, gdzie wielu przyłączało się do nich. Ale i przechodzili przez takie tereny, których mieszkańcy woleli słuchać głosu czarnego węża i rzucali za nimi kamieniami. I choć nie zawsze była to łatwa droga ci, których serca kochały Złotego Słonia wiedzieli, że ta przyjaźń jest najlepszą rzeczą jaka mogła ich spotkać. A gdy po latach stara już myszka leżała chora przytulona do Słonia powiedziała takie słowa.
• Tato tak długo już idziemy, kiedy będziemy na miejscu ?
• Ufasz mi? – zapytał Złoty Słoń.
• Zawsze Tato – odpowiedziała słabym głosikiem.
• Więc nie martw się. Zaśnij. A kiedy znów otworzysz oczy będziemy już na miejscu, ty i ja.

Andrzej Dunajski & Jarosław Michałowski

Kopiowanie i rozpowszechnianie dozwolone bez ograniczeń.